Sprzedają w tabletkach substancję do zabijania dzieci. A dla niepoznaki nazywają ją lekiem

Czy wiesz dlaczego europejska kultura więdnie i cofa się pod naporem imigrantów z podobno „mniej cywilizowanych” krajów? Być może dlatego, że nasz stopień obyczajowości wszedł na taki poziom abstrakcji, że stał się toksyczny dla samego siebie. Nie wiemy już co jest prawdą, a co jest kłamstwem. Nie potrafimy się bronić.

Zaledwie trzy lata temu pewna Włoszka umarła razem ze swoim nienarodzonym dzieckiem po zażyciu leku, który miał za zadanie przerwanie ciąży. Celowo zaznaczam w jednym zdaniu aż dwa wyrażenia udające dobro. Idziemy w tym tekście na rekord świata pod względem użycia podobnych wyrażeń. Ale wróćmy do tematu.

Rzym już raz upadł. Teraz podjął ponowną próbę

Włochy właśnie rozszerzają dostępność wyżej wspomnianego specyfiku (tak donosi portal The Local). Rzecz dzieje się w regionie Lazio, w którym leży także Rzym. Ten sam Rzym, który już raz upadł z powodu degradacji elity ówczesnego Cesarstwa.

Czy uczyli Cię tego na lekcjach historii? Niektórzy historycy twierdzą, że rzymska elita uwielbiała korzystać z bogactw, a dzieci postrzegała jako życiową niedogodność. Aborcja była rozpowszechniona. Miejscowi nie starali się o posiadanie dzieci. Hmm… Zupełnie, jak w naszych czasach.

W końcu Imperium zostało zalane przez tak wielką liczbę obcych kulturowo przybyszów, że obalenie go było dziecinną igraszką. Nie było komu bronić państwa. Wąska elita bogatych, zapatrzonych w siebie Rzymian, została z łatwością zabita.

Placówki mordowania rodziny

Tymczasem współczesny Rzym chce umożliwić kobietom otrzymywanie substancji mających działanie aborcyjne (dwuskładnikowa kombinacja  RU-486 i misoprostolu). Aby było „weselej” – zauważmy kolejny fakt – kłamstwo. Specyfik aborcyjny ma być wydawany w placówkach „planowania rodziny” już tego lata (2017 roku). Obecnie tylko szpitale mają zezwolenie na wywoływanie aborcji za pomocą substancji chemicznych.

W ostatnich dniach    tu ujawniamy kolejne kłamstwo definicyjne, urzędnicy zajmujący się zdrowiem (jasne, zapewne ci, którzy deklarują szczególną troskę o zdrowie dziecka) ustalili 18-miesięczny okres próbny na tę substancję z nadzieją, że dają kobietom lepszy dostęp do aborcji.

„Celem jest uczynienie Prawa 1994 (które zalegalizowało aborcję) mniej problematycznym dla kobiet” – to stwierdzenie padło z ust Vincenzo Panella, dyrektora generalnego w lokalnym Departamencie Zdrowia i Polityki Socjalnej (dostrzegasz ironię w nazwie instytucji?), w wywiadzie dla La Repubblica.

Pierwszy z leków aborcyjnych (to wyrażenie zdobywa złoty medal w dziedzinie hipokryzji) działa przez blokowanie hormonu zwanego progesteron. Skutkiem jego działania są zmiany w macicy powodujące, że nienarodzone dziecko dusi się i umiera. Wtedy na scenę wchodzi drugi składnik trucizny, który wywołuje skurcze i urodzenie dziecka. Ta metoda jest zwykle używana w trakcie pierwszego trymestru ciąży.

Wydaje się, że jest czysto i przyjemnie. Ale tylko z pozoru

Opisywana tutaj substancja aborcyjna jest śmiertelnie niebezpieczna (dosłownie!) zarówna dla dziecka, jak i dla jego matki. Jednak niewiele dyskusji na ten temat ma miejsce w przestrzeni publicznej.

W 2014 roku kobieta we Włoszech zmarła z powodu niewydolności serca po wzięciu pigułki aborcyjnej. Lekarze twierdzili, że wszystko odbywało się zgodnie z procedurami. Wspomniany wyżej The Local donosił, że kobieta nie cierpiała na żadną chorobę. Cztery godziny po zażyciu drugiej porcji substancji aborcyjnej w szpitalu zaczęła (według relacji lekarzy szpitala w Turynie) skarżyć się na krótki oddech i niedługo potem jej serce przestało bić. Kobieta miała 37 lat i osierociła jedno dziecko.

Trucizna w tabletkach. Zwana lekiem

Jak donosi amerykańska FDA (Federalna Komisja ds. Leków), przynajmniej 19 kobiet zmarło po zażyciu RU-486, a 2207 kobiet ucierpiało z jej powodu. Pierwszą kobietą, której śmierć przypisuje się RU-486, jest Nadine Walkowiak, która także zmarła na atak serca niedługo po zażyciu tabletki. Z przykrością notujemy tu polsko brzmiące nazwisko.

Ale sprawa jest jeszcze poważniejsza. Nawet czołowy aborcjonista USA – organizacja Planned Parenthood (jak widzisz, nieustannie powraca zakłamane słownictwo) przyznaje, że jest problem. Co najmniej jedna kobieta dziennie ponosi poważny uszczerbek na zdrowiu z powodu substancji wywołujących aborcję.

Lubisz Billa Clintona? Szkoda Ci, że Hillary Clinton przegrała wybory prezydenckie?

Warto poznać mroczną stronę działalności tych celebrytów. Otóż pod koniec urzędowania prezydenta Billa Clintona wydano zgodę na rozpowszechnianie tej szczególnie niebezpiecznej trucizny: RU-486. Zapamiętaj dobrze tę nazwę, bo jeszcze spotkasz się w mediach z pięknymi reklamami tego środka chemicznego.

Clintonowie są potężnymi sprzymierzeńcami przemysłu aborcyjnego. Organizacja Planned Parenthood szczególnie mocno wspierała Hillary w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej. Ta przyjaźń kosztowała dwa miliony. Nie tylko dolarów. Chodzi przede wszystkim o dwa miliony nienarodzonych dzieci, które zabiła wspomniana trucizna. Czy wyobrażasz sobie taką ilość cierpienia?

Jeżeli można sprzedawać rozpacz w tabletkach, to najbliższa jej będzie RU-486

Powiedz o tym wszystkim. Nasza cywilizacja zabiła wielokrotnie więcej nienarodzonych dzieci, niż zginęło ludzi w trakcie II wojny światowej. Ale nie mają one swoich muzeów. Nie ma o nich lekcji historii. Nie mają cmentarzy bohaterów. Mają tylko pamięć, którą nosisz w sobie. Twoją modlitwę i cichą walkę o prawdę.

Tekst na podstawie artykułu – http://www.lifenews.com/2017/04/06/dangerous-abortion-pill-that-killed-one-woman-in-italy-becomes-more-widely-available/

GP

Udostępnij Tweet