„Dziękuję za to, co robicie”

Dla kogo walczymy z aborcją? Jako zbrodnia dotyka ona swoimi konsekwencjami wiele osób – kobiety doświadczające syndromu poaborcyjnego, mężczyzn i inne osoby nakłaniające do aborcji, które żyją później ze świadomością, że przyczyniły się do pozbawienia życia niewinnej istoty. Wreszcie personelu medycznego – przymuszanego do uczestnictwa w tym strasznym procederze, a niejednokrotnie szykanowanego za odmowę udziału w nim.

To wszystko prawda, ale aborcja dotyka przede wszystkim i w najwyższym stopniu dzieci – zabijanych w łonach matek. Walczymy z aborcją po to, żeby nie były zagrożone karą śmierci jeszcze przed narodzeniem, nierzadko wykonywaną w okrutny sposób. Wydaje się ponurym absurdem fakt, że istnieją osoby, które z powodów od nich niezależnych są wyjęte spod prawa i mogą być uśmiercone przez kilka pierwszych miesięcy swojego życia. Na tym de facto polega tzw. „kompromis aborcyjny obowiązujący w Polsce”.

Dlatego walczymy o wartości, o porządek prawny, o sumienia, ale przede wszystkim celem naszych działań są konkretni ludzie i ratowanie ich życia. Mogliśmy tego doświadczyć bezpośrednio podczas ostatniej pikiety, na której baner z prawdą o aborcji pokazywaliśmy na terenie stołecznego Starego Miasta. To miłe i budujące usłyszeć słowa: „Dziękuję za to, co robicie”. Ale słowa te miały w ostatnią sobotę jeszcze mocniejszą wymowę, bo powiedziała je osoba, dla której aborcja była dosłownie sprawą życia i śmierci. Młoda kobieta, która miała może 20-25 lat. Widzieć jej radość i wzruszenie było doświadczeniem, które każdy z nas zapamięta na długo. Poruszała się na wózku, a pchający go ojciec opowiedział, że była dzieckiem kwalifikującym się do „usunięcia”, jak eufemistycznie mówią zwolennicy aborcji.

Znamienny był też fakt, że pikieta miała miejsce przed kościołem akademickim pw. św. Anny. Tuż przy Placu Zamkowym, gdzie kilka miesięcy wcześniej grupa ludzi protestowała przeciwko zapewnieniu ochrony życia ludzi takich jak ta kobieta. Nie potrafię sobie wyobrazić co mogła czuć widząc w telewizji rozkrzyczanych zwolenników zabijania ludzi takich jak ona. Mam nadzieję, że nasza pikieta przyczyniła się do przekonania jej, że takie osoby nie pozostaną bezbronne. Będziemy upominali się o prawo do życia dla każdego dziecka i walczyli o zmianę barbarzyńskich przepisów pozwalających na pozbawienie życia około 1000 dzieci każdego roku.

Bartłomiej Bakon

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij