Dzieliło nas nie tylko 100 metrów. Czarny wtorek w Lublinie

3 października w całej Polsce odbyły się tzw. czarne marsze. Również w Lublinie obecni byli zwolennicy projektu „Ratujmy kobiety”, który wbrew swojej nazwie zakłada m.in. legalny dostęp do aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży. Szacunkowo na Placu Łokietka zebrało się do 120 osób, czyli zdecydowanie mniej niż poprzednio. Najprawdopodobniej to nie fatalna pogoda odpowiadała za frekwencję, ale najzwyklejsze przejrzenie na oczy przez osoby, które niegdyś utożsamiały się z rzutkim hasłem „nadchodzi siła kobiet”.

Nie mogło tam zabraknąć wolontariuszy Fundacji Życie i Rodzina. Kontrmanifestacja odbyła się pod Bramą Krakowską, w bliskiej odległości adwersarzy. Członkowie fundacji wspomagani byli przez organizacje narodowe. Przechodnie oraz zwolennicy bezkarnego mordowania nienarodzonych mogli wyczytać z naszego plakatu i transparentów, ze 500 dziewczynek, rzekomo chronionych, ginie rocznie w czasie aborcji oraz informację, że Hitler również był za aborcją.

Zachęcaliśmy także do zbiórki pod projektem #ZatrzymajAborcje i informowaliśmy o statystykach związanych z aborcją w naszym kraju. Część przechodniów zdecydowała się złożyć podpis, niektórzy chociaż na chwilę podchodzili do nas, aby wyrazić swoje poparcie dla naszej akcji.

Kilka razy podchodzili do nas uczestnicy czarnego marszu. Zarzucali nam, że nie mogą słyszeć, co głoszą przemawiające kobiety i ich towarzysze z tęczowymi flagami oraz że powinniśmy się oddalić od miejsca ich zgromadzenia. O miałkości treści, które wybrzmiały w czasie ich prezentacji świadczy choćby fakt, iż jedynym słyszalnym przez nas komunikatem było skandowane „100 metrów!” nawiązujące do tego, że znajdujemy się za blisko maszerujących.

Niezwykłą wytrwałość zaprezentował pewien mężczyzna, który wielokrotnie podchodził do naszych wolontariuszy, pokazywał wulgarne gesty i ironicznie domagał się zakazu masturbacji, gdyż w jej trakcie giną tysiące istnieć. Interesująca jest ta teoria przedstawicieli ideologii lewicowej. Zarodek nie jest człowiekiem, ale sam plemnik już tak. Ciekawe, co na to wiecznie dyskryminowane feministki.

Uczestnicy czarnego zgromadzenia robili wszystko, by zakłócić naszą akcję, więc często „pielgrzymowali” do policjantów, próbując im zgłaszać legalny protest. Tradycyjnie ich starania spełzły na niczym.

Feministki kończą swoją zbiórkę podpisów. My natomiast zapraszamy do wsparcia projektu obywatelskiego #ZatrzymajAborcje. Mamy jeszcze trochę czasu, aby pokazać, że dla nas, Polaków, życie każdej osoby jest darem, którego nie mamy prawa odbierać.

Izabela Durma

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij