Agresywne „argumenty” feministek. Kontrakcja w Krakowie

Wtorek, trzeci dzień października. Godzina 17:30. Kraków. Na zewnątrz szare, przytłaczające smugi deszczu. Taka pogoda wymagała od nas większego poświęcenia, aby dzień stał się lepszy. Wiedzieli o tym doskonale wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina, którzy tego ponurego dnia podjęli się walki o godność nienarodzonych dzieci.

Walka ta miała miejsce naprzeciwko miejsca, gdzie feministki zorganizowały tzw. czarny protest. Podczas niego postulowały głównie wzmocnienie prawa do mordowania nienarodzonych dzieci, traktując tym samym ludzi jak przedmioty, które można wyrzucić do kosza, gdy się ich nie chce.

Równocześnie skierowane w stronę tego tłumu rozbrzmiewały megafony m.in. Fundacji Życie i Rodzina, przez które informowała o tragicznych skutkach obowiązującej już teraz ustawy aborcyjnej.

Wolontariusze naszej fundacji przez cały czas byli otwarci na dyskusje, jednak merytoryczna rozmowa z uczestnikami czarnego protestu była wręcz niemożliwa – większość z nich mówiła, że aborcja w Polsce nie jest tak drastyczna, jak została przedstawiona na plakacie, i że zabija się dzieci „tylko” do 12-tego tygodnia. Na nic zdały się tłumaczenia, że zgodnie z obowiązującym prawem zabijane są dzieci nawet w 5-tym i 6-tym miesiącu ciąży. Jedna z wolontariuszek postanowiła więc, zamiast tłumaczyć kwestie prawne, pokazać, że dziecko ma już ukształtowane praktycznie wszystkie części ciała już w 10-tym tygodniu życia. Posłużył jej do tego Jaś – kilkucentymetrowy model dziecka w skali 1:1, obrazujący wygląd człowieka w tym okresie życia prenatalnego. Dwukrotnie zdarzyła się sytuacja, w której próbowano odebrać wolontariuszce Jasia siłą – jak widać niektórzy nie potrafią poradzić sobie z prawdą i muszą uciekać się do tego typu prymitywnych zachowań.

Jednak oprócz prób wyszarpania Jasia zdarzały się też sytuacje bardziej agresywne, jak na przykład kilkakrotny atak na megafon – raz nawet jeden z uczestników wyrwał z niego kabel i pobiegł, rzucając go po drodze do kosza. Innym razem starszy pan, również uczestnik czarnego protestu, nie mogąc poradzić sobie z prawdą zasłyszaną za sprawą megafonu, rzucił się na niego, zrzucając ze stojaka i powodując chwilową niesprawność sprzętu. Jeden z wolontariuszy szybko zareagował i obezwładnił prowodyra zamieszania.

Nie obyło się także bez wyzwisk i obelg w stronę broniących życia wolontariuszy. Uczestnicy protestu nie przebierali w słowach, aby okazać swoje niezadowolenie z faktu, że nie każdy godzi się na zabijanie dzieci. Przechodząc obok pikiety, duża część z nich rzucała jeszcze na odchodne obelgę w stronę uczestników pikiety, a to głównie przez fakt ukazania na plakacie tego, jakie są naprawdę konsekwencje aborcji. Zdarzało się nawet, że wychodząc po zakończeniu czarnego protestu, niektóre uczestniczki zatrzymywały się po to, aby niewerbalnie wyrazić swoje niezadowolenie, posługując się złożonymi już parasolkami. Jednak swoim agresywnym zachowaniem nie udało im się zniechęcić do bycia po stronie prawdy.

A prawda jest taka, że aborcja to morderstwo i dlatego wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina przez cały czas trwania kontrmanifestacji zbierali podpisy pod projektem #ZatrzymajAborcje, który ma na celu przełamanie tzw. „kompromisu aborcyjnego”, usprawiedliwiającego uśmiercanie dzieci tylko dlatego, że zaistniało podejrzenie choroby bądź wady u poczętego dziecka. Projekt ten realnie ratuje kobiety – zarówno nienarodzone, jak i te, które chcą dokonać aborcji, nie znając konsekwencji tego okrutnego „wyboru”.

Anna Polak

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij