Tolerancja dla dewiantów kończy się krzywdą dzieci

W ostatnich kilku dniach po raz kolejny zrobiło się głośno o znanym warszawskim transwestycie posługującym się w mediach pseudonimem „Rafalala”. Tym razem jego ofiarą padła nastoletnia dziewczynka, która rzekomo miała zaśmiać się z jego wyglądu. W odwecie 37-letni mężczyzna zaczął ją szarpać, oblał kawą i zaczął grozić pobiciem. Napastnik całość zajścia transmitował na żywo w mediach społecznościowych. Jak na przemoc postawnego mężczyzny wobec dziecka zareagowały liberalne media? Atakiem na tych, którzy o „Rafalali” mówią używając męskiej formy, mimo że pod względem biologicznym i prawnym jest to w dalszym ciągu stuprocentowy mężczyzna.

Żeby zrozumieć jak doszło do tego bulwersującego zdarzenia na nastolatkę, trzeba zacząć od dokładniejszego przedstawienia samego napastnika. 37-letni Rafał B. jak sam przyznaje urodził się w Siedlcach w rodzinie z problemami alkoholowymi. Od dzieciństwa wykazywał zaburzenia identyfikacji płciowej i chętnie przebierał się w damskie ubrania. Po przyjeździe do Warszawy Rafał B. już jako „Rafalala” był promowany przez Krystynę Jandę w Teatrze Polonia, gdzie występował w monodramie „Rafalala Show” oraz promował swój autorski film dokumentalny „I Bóg stworzył transwestytę”, w którym pytał przechodniów o opinie na jego temat jako „kobiety z penisem”. Opowiadając w 2007 roku o powstawaniu kulisów filmu Krystyna Janda sama przyznawała: „kiedy Rafalala wychodziła w samo południe na plac Konstytucji, to się o nią bałam. Na szczęście ona jest duża, więc mogłaby nieźle przywalić.” Jak okazało później, Rafał B. nie tylko może nieźle przywalić, ale i bardzo chętnie to robi. Na jego kontach na portalach społecznościowych można znaleźć wiele filmów, na którym nagrywa ludzi bez ich zgody i prowokuje ich do agresji.  W sytuacji takiej znalazł się kilka lat temu mężczyzna, od którego Rafał B. próbował wynająć mieszkanie. W 2015 roku na podobny eksces pozwolił sobie nawet na antenie telewizji Polsat News, kiedy oblał wodą Artura Zawiszę przypominającego, że „Rafalala” reklamował w Internecie swoje usługi seksualne. Niebezpieczne zdarzenia z udziałem agresywnego transwestyty zaczęły powtarzać się coraz częściej. W styczniu tego roku mierzył do ludzi z atrapy broni w czasie sprzeczki w jednym z warszawskich centrów handlowych.

Zachowania Rafała B. nie są w zasadzie niczym nadzwyczajnym. Homoseksualiści i transseksualiści często wykazują skłonność do niebezpiecznych i szkodliwych zachowań. Raport amerykańskiego federalnego Centrum ds. Kontroli Chorób (Center for Disease Control) nt. seksualności nastolatków z 2015 roku wykazał niepokojące dysproporcje w agresji, nadużywaniu alkoholu i narkotyków oraz innych aspołecznych postawach życiowych. Uczniowie deklarujący swoją homo- lub biseksualność półtora raza częściej wdawali się w bójki na terenie szkoły, dwa razy częściej przynosili do szkoły broń, a pięć razy częściej przyznawali się do zażywania narkotyków. Również sami homoseksualiści przyznają się do zwiększonej skłonności do przemocy. Według brytyjskiej organizacji LGBT Stonewall, prawie połowa homoseksualistów pada ofiara przemocy ze strony swoich partnerów seksualnych. Jako powód wskazuje się znacznie częstsze występowanie zaburzeń psychologicznych u osób LGBT, ale oczywiście głównym winowajcą jest mityczna „homofobia”…

Homoseksualiści, a szczególnie aktywiści środowisk LGBT, przejawiają niezdrową skłonność do wywoływania zamieszania wokół swojej seksualności. Dążenie do rozgłosu przybiera niekiedy bardzo skrajne formy, w tym również sięganie po przemoc przeciwko urojonym homofobom, jak widać nawet dzieciom. Warszawska prokuratura postawiła już Rafałowi B. zarzuty oraz zastosowała wobec niego środki zapobiegawcze, mające na celu kontrolę jego zachowań. Niestety nie cofnie to krzywdy dziewczynki, która w biały dzień została zaatakowana i znieważona przez postawnego czterdziestolatka przebranego za kobietę. Sytuacji tej z całą pewnością można było uniknąć. Media chętnie promowały Rafała B. mimo, że znany był już ze swoich agresywnych zachowań. Promowały go także organizacje takie jak Kampania Przeciwko Homofobii, robiąc z niego rozpoznawalnego celebrytę. Wydaje się jednak, że największe zaniedbanie wykazało państwo, które wiedząc o dotychczasowych ekscesach Rafała B. nie podjęło żadnych kroków w celu ich opanowania. Sprawa potoczyła się jak zwykle – musiało ucierpieć dziecko, zanim ktokolwiek zareagował. Miejmy nadzieję, że organy państwa wyciągną z tej sprawy nauczkę, otoczą środowiska dewiantów seksualnych większą kontrolą i ograniczą ich szkodliwy wpływ na polskie społeczeństwo.

Andrzej Rojecki

 

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij