„Nawołujecie do przestępstwa” – czyli co działo się na pikiecie w Ustroniu

Malownicze, górskie miasteczko na Śląsku Cieszyńskim w okresie wakacyjnym oblegane jest przez tłum turystów. Ustroń, bo o nim właśnie mowa, to uzdrowisko, które zaprasza na wypoczynek. I rzeczywiście, ludzie przyjeżdżają tam, aby poczuć się lepiej i odpocząć. Nie wszyscy jednak mogą cieszyć się życiem, oddychać zdrowym powietrzem, bawić i wypoczywać. Każdego dnia w polskich szpitalach ginie trójka niewinnych, nienarodzonych dzieci. Proliferzy, świadomi skali aborcyjnej zbrodni, udali się do centrum Ustronia, aby pokazać, że każde życie jest równe i cenne.

W sobotnie popołudnie, w porze popołudniowej, wolontariusze rozstawili plakat informujący o haniebnym tchórzostwie pani poseł Bożeny Borys-Szopy w kwestii szybkiego uchwalenia projektu „Zatrzymaj Aborcję”. Mieli także ze sobą megafon, przez który informowali o obecnym prawie, które zezwala na zabijanie bezbronnych ludzi oraz apelowali do przechodniów o włączenie się w walkę o prawo do życia.

Przez pierwszych kilkanaście minut było bardzo spokojnie. Przechodzący ludzie spoglądali na plakat, co niektórzy przystawali i wsłuchiwali się w antyaborcyjny przekaz dolatujący do nich z megafonu. Po jakimś czasie jednak proliferzy musieli zmierzyć się z ignorancją, złością i agresją słowną ze strony kilku osób. Jedna pani krzyczała, że nie życzy sobie, aby w centrum uzdrowiskowego miasteczka pokazywane były tak drastyczne banery i żądała, aby wolontariusze opuścili miejsce pikiety. Gdy usłyszała, że to legalne zgromadzenie publiczne bardzo się zdenerwowała. Choć obrońcy życia życzyli jej dobrego popołudnia, kobieta krzyknęła, że nie będzie mieć już dobrego dnia właśnie z ich powodu, po czym szybko odeszła. Obok pikiety przechodził także pewien mężczyzna. Widząc plakat i słysząc apele proliferów przystanął. – Wiecie, że nawołujecie do popełnienia przestępstwa? – pytał. Gdy wolontariusze spytali, w jaki sposób i do jakiego przestępstwa nawołują, pan stwierdził, że przestępstwem jest walka o wykreślenie w prawie przesłanek pozwalających na zabijanie dzieci. – Zdajecie sobie sprawę, jakie jest obecnie obowiązujące prawo, jeśli chodzi o aborcję? Stawanie przeciwko prawu jest karalne! – unosił się. Twierdził przy tym, że jest prawnikiem karnistą, jednak, jak się okazało w trakcie rozmowy, nie wiedział za bardzo, jak wygląda procedura przeprowadzania inicjatywy obywatelskiej oraz jakie jest obecnie prawo w kwestii zgłaszania pikiety. Ta niewiedza nie przeszkadzała mężczyźnie w zakłócaniu przebiegu zgromadzenia. Chciał wezwać policję. Jeden z wolontariuszy wyczuł, że pan był pod wpływem alkoholu i powiedział, że policja bardziej zajmie się jego stanem niż pikietą. To ostatecznie odstraszyło mężczyznę od dalszej próby zastraszania obrońców życia.

Jeden z młodych chłopaków krzyknął bez namysłu w kierunku proliferów: „Pisiory”. Wolontariusz spytał go, czy wie, z jakiej partii jest kobieta przedstawiona na plakacie. Okazało się, że chłopak nie wiedział. Bardzo się zmieszał, gdy doszło do niego, że swoim pochopnym hasłem strzelił sobie w kolano i nie udało mu się wyśmiać trwającej akcji.

Obrońcy życia, oprócz ciężkich rozmów i drwin, doznali także wiele życzliwości i wsparcia. Przechodząca grupka młodych osób przystanęła i pogratulowała im odwagi i woli walki o ludzkie życie. Niektórzy podchodzili, ściskali wolontariuszom dłonie i zapewniali o swojej przychylności do tego rodzaju pikiet. Do proliferów podeszły także dwie kobiety i stwierdziły, że potrzeba jak najwięcej takiego działania. – Ja wiem, o czym wy mówicie. Jestem położną i muszę mierzyć się z tym tematem w pracy – powiedziała jedna z nich.

Pikieta w Ustroniu trwała 1,5 godziny. Już wkrótce odbędą się kolejne akcje. Nie możemy wypoczywać wiedząc, że bezbronne dzieci giną!

Agnieszka Jarczyk

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij