Abp Andrzej Dzięga: Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Słyszycie to, politycy polscy?

Metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga w sobotę 1 grudnia podczas toruńskich uroczystości 27. rocznicy powstania Radia Maryja wygłosił homilię, w której wzywał polskich polityków do powstrzymania aborcyjnego prawa. Z naciskiem mówił: Państwo, które świadomie pozwala na zabijanie własnych dzieci, jest państwem bez przyszłości. […] Nie „kiedyś”. Nie „może jutro”. Skądś znamy to powiedzenie: „Jutro – znaczy nigdy”. Gdy serce woła, to zawsze woła o „dziś”, o „już”! Homilii wysłuchali polscy politycy, m. in. Mateusz Morawiecki, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński.

Poniżej podajemy pełną treść przemówienia hierarchy.


Dzisiaj jest Pierwsza Sobota Miesiąca. Rozważamy Tajemnicę Fatimskich próśb i ostrzeżeń od Maryi. To jest Tajemnica Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Tajemnica Niepokalanej. Rozeznał to młodziutki Maksymilian Maria Kolbe: „Przez Niepokalaną ratujmy Polskę i świat”. Rozeznał to Prymas Hlond: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Rozeznał to Prymas Wyszyński: „Wszystko postawiłem na Maryję” – „Soli Deo per Mariam”. Rozeznał to św. Jan Paweł II: „Totus Tuus, Maria”. Rozeznają to serca Ludu Bożego w tysiącach świątyń, kaplic i domów, gdy powtarzają: „Niepokalana Maryjo, Tobie poświęcam ciało i duszę moją…”. 27 lat temu rozeznał to także Ojciec Tadeusz i rozpoczęło swoją działalność Radio Maryja. W imieniu Kościoła błogosławieństwa temu dziełu udzielił miejscowy biskup, późniejszy pierwszy metropolita szczecińsko-kamieński. Ciągle brzmi w naszych sercach pełne nadziei słowo Maryi: „W końcu Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!”.

I.

Trudny był ten dwudziesty wiek. Szatan uwolniony z uwięzi rozszalał się na świecie, ale także w ludzkim myśleniu i działaniu. Dopełnia się setna Rocznica zakończenia pierwszej światowej wojny i odzyskania niepodległości Ojczyzny. Przed nami kolejne setne rocznice powstawania instytucji państwowych i społecznych. Także setne rocznice zmagania o granice Polski i o sprawy Polski. Jeszcze setna rocznica chwalebnego Cudu nad Wisłą, ale i trudnego pokoju w Rydze, po którym miliony polskich serc pozostawiliśmy na pastwę wschodnich bezbożników. Jeszcze setne rocznice powstań śląskich – ale i nieuczciwych kombinacji międzynarodowych. A potem jeszcze setne rocznice wskazywania na Boże Miłosierdzie i na konieczność Intronizacji Jezusa Chrystusa. I jeszcze nadejdą setne rocznice drugiej wojny światowej i jej tragicznych owoców. Byliśmy pozostawiani na pastwę bezbożników i wschodnich, i zachodnich. Każda kolejna z tych setnych rocznic będzie jednak możliwa do przeżywania tylko wtedy, gdy trwałe i żywe będą owoce wcześniejszych rocznic.

Co zmieniliśmy na trwałe po setnej Rocznicy Objawień Matki Bożej w Fatimie? I czego nauczyliśmy się od św. Ojca Maksymiliana, który w tamtym czasie założył Rycerstwo Niepokalanej i świat zdobywał przez Niepokalaną dla Chrystusa? Czego nauczyliśmy się od św. Ojca Pio, który przez kolejne 50 lat nosił znaki Męki naszego Pana, jednocześnie nie rozstając się z różańcem? Tak nas doprowadził do czasu zakończenia II Soboru Watykańskiego, ale też do rozpoczęcia straszliwej rewolucji kulturowej poprzez ideologię gender. Czego się chcemy ciągle uczyć od św. Jana Pawła II w zakresie zawierzenia Maryi i uczczenia Jej Niepokalanego Serca? Minęła czterdziesta rocznica od rozpoczęcia Jego wielkiego Pontyfikatu. Ale nadchodzi dopiero czterdziesta rocznica pierwszej jego Pielgrzymki do Ojczyzny i pamiętnych słów, że „nie sposób zrozumieć polskich dziejów do końca bez Chrystusa”. I tamtej modlitwy o Ducha Bożego dla naszego Narodu i naszej ziemi, ale też o chrześcijańską jedność narodów środkowej Europy. Dlatego dziś powraca głos Maryi: „W końcu Moje Niepokalane Serca zatriumfuje!”.

Czego nauczyliśmy się, jaką mądrość Bożą pozyskaliśmy przez wspomnienie – po stu latach – straszliwej rewolucji bolszewickiej, której błędy i zbrodnie rozlały się szeroko po całym świecie, a wiele z nich wniknęło w nasze myśli i decyzje. Głęboko zakorzenione – mają się w nas te błędy całkiem dobrze. Są jak pętla na naszej szyi, jak sieci na naszym życiu, uwikłały nas i puścić nie chcą. A my, zmęczeni i trochę już przyzwyczajeni, pytamy: czy to jeszcze błędy – czy może już prawda? Czy to jeszcze niewola – czy może taka już jest nasza wolność? A gdy stanie pośród nas Prorok, świadek Prawdy, tej historycznej i teologicznej, to wielu – miast słuchać, myśleć i budzić się, woła: zamknąć mu usta! Kiedyś tak zabijano proroków.

W takim kontekście staje dziś przed nami Jezus Chrystus z całą Mocą powierzonego Mu przez Ojca panowania, z Jego prawdziwą kompetencją nad światem i nad człowiekiem. Pan panujących i Król królujących. Tylko te narody się ostaną, które Mnie uznają za swojego Pana i Króla. Tylko te narody się ostaną – jako narody. A na końcu czasu przed Nim staną błogosławieni ze wszystkich ludów, języków i narodów. I narodów! Błogosławieni – ubodzy, prześladowani, czystego serca.

Trzeba uczcić Serce Niepokalane Maryi. Jej Serce to Brama Nowego Czasu w Jezusie Chrystusie i brama nowych możliwości każdego człowieczego serca. Trzeba się od Maryi uczyć czystości serca. Każde czyste serce człowiecze to brama otwierająca nową drogę w Jezusie Chrystusie. Uczcijcie więc Tajemnicę Jej Serca. Nawracajcie się. Wchodźcie na Bożą drogę. Oczyszczajcie Wasze serca. To dlatego również dziś powraca głos Maryi: „W końcu Moje Niepokalane Serce zatriumfuje!”.

II.

Dzisiejszy świat stoi na granicy szaleństwa. W wielu aspektach już nawet przekroczył tę granicę. Lepiej – świat został postawiony na granicy szaleństwa przez nielicznych, ale mocarnych. Na granicy szaleństwa zanika rozumna wolność, zanika też pełne wolności swobodne rozumowanie. Mówimy o szaleństwie, bo ciągle narasta zgiełk i wrzask kłamstwa nad jeszcze większym kłamstwem, interesów finansowych nad jeszcze większymi interesami finansowymi, sprawowaniem władzy dla pychy i ambicji nad sprawowaniem władzy dla zwykłej władzy nad drugimi, czyli dla przemocy. Wszystko to już jest, tylko serca nie ma. A Bóg patrzy i czeka. Bóg jest Miłością. Bóg cały jest sercem. Jest Panem, dlatego wobec tych, którzy Go uznają za Pana, może okazać potęgę Miłosierdzia. Patrzy i czeka. Stworzył człowieka, dziecko swoje, na swój Obraz i na swoje Podobieństwo. Ten obraz Boga to swoboda rozumna i rozum swobodny. Ale Podobieństwo do Boga to serce. I tylko Ludzie serca, mający to podobieństwo, będą na wieczność z Bogiem. Będą szczęśliwi.

Maryja to Człowiek Serca. Niewiasta pełna łaski – i wszystko rozważała w swoim sercu – bo Ona była i jest na podobieństwo Pana – Który jest Sercem. To dotyczy każdego człowieka jako Bożego dziecka. Ale to dotyczy także Narodu. Każdego narodu. To Bóg jest Autorem koncepcji narodu. To Bóg kształtuje serca wielu ludzi w jeden naród, w jedno serce. „Odbiorę wam serce z kamienia, a dam wam serce z ciała”. Tak kształtował i prowadził Naród wybrany jako pierwszy. Tak prowadzi inne narody. Od tysiąca i pięćdziesięciu lat tak prowadzi Polski Naród. Nasz Naród. Mój Naród.

O Polsko, zaproszona zostałaś na drogę Serca. To jeszcze Wy, święci Apostołowie Słowian, Cyrylu i Metody, przynieśliście to zaproszenie. To nie tylko o język liturgii i przepowiadania chodziło, ale przede wszystkim o personalne, serdeczne spojrzenie ewangeliczne na każdego człowieka, i na każdy lud, z jego historią, prawami, administracją i kulturą. Brak było tylko ewangelicznej Miłości i Życia. To przynieśli do całej Środkowej Europy św. Cyryl i Metody. Miłość mądrą przynieśli. To stało się fundamentem podmiotowości także naszego Narodu.

Gdzie jest twoje Serce, Europo? Europa oddycha na dwa płuca, ale żeby oddychać, to serce musi mieć jedno: Boże. Chrystusowe. Maryjne. O Polsko, co Ty robisz z sercem? Ze swoim sercem otrzymanym od Chrystusa. Czemu zabijasz serce? Nie zabijajcie serc! Także dosłownie. Także tych maleńkich serc pod sercem matki. Pod sercem matki ma prawo żyć serce dziecka. Pierwszy impuls życia – impuls poczęcia, to pierwsze poruszenie serca człowieka. Maleńki człowiek najpierw cały jest sercem. Gdy matka dowiaduje się o swoim dziecku w swoim łonie, serce dziecka już bije regularnie. To impulsy miłości dziecka. To jednocześnie wołanie o miłość matki i ojca. Także o miłość całej społeczności. O miłość własnego narodu. Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Słyszycie to, politycy polscy? I państwo, które świadomie pozwala na zabijanie własnych dzieci, jest państwem bez przyszłości. Trzeba się zachwycić sercem już dzisiaj. Nie „kiedyś”. Nie „może jutro”. Skądś znamy to powiedzenie: „Jutro – znaczy nigdy”. Gdy serce woła, to zawsze woła o „dziś”, o „już”! Kochani politycy polscy. Nie patrzcie na daleki świat, który stoi na granicy szaleństwa. Wy bądźcie po Bożemu rozumni i wolni. I miejcie serce. I bądźcie wdzięczni, politycy polscy, że jeszcze dochodzi do Was prośba wielu serc o ratowanie serc dzieci. Polskich dzieci. Jeśli nie będzie Waszej odpowiedzi serca – zaniknie też ta prośba serc. Albo przyjdą na Wasze miejsce inni, mający serce, albo zabite zostanie serce Narodu. A wtedy zapadnie cisza. Zabijanie polskich serc to zabijanie Polski.

Dlatego nie czekaj, siostro i bracie. Patrz w serce! Po impulsie własnego serca rozpoznasz, z kim i co warto czynić, i w co się angażować. Dzisiaj. Nie kiedyś, jutro. Dzisiaj jeszcze jest czas wyboru. Dalej będzie: albo – albo. Albo po Bożemu, albo bezbożnie. Ale ci, co pozostaną bezbożni, będą osądzeni przez samego Boga. I będą odrzuceni. „Idźcie precz, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom”. Ale żeby Ci się nie wydawało, siostro i bracie, że ja mówię do kogoś, to podkreślam: mówię też do siebie. Bo my wszyscy, jako polscy katolicy, za mało się w tych sprawach modlimy. Jeszcze niedawno tyle było intencji dziękczynnych za niepodległą, 100 lat temu odzyskaną. Jak szybko te intencje cichną albo wręcz milkną i ustają. Zaledwie dwa lata temu uroczyście ogłaszaliśmy Jezusa Chrystusa na koniec Roku Miłosierdzia i 1050 rocznicy naszego chrztu – najważniejszego chyba politycznego wyboru w całym tysiącleciu, w całych polskich dziejach. A jak trudno już dzisiaj powracać do tego tekstu. Jak mało środowisk o tym pamięta. Jak mało wspólnot, także osób duchownych, chce do tych tekstów powracać. A dzisiaj jest jeszcze czas wyboru. Dalej będzie: albo – albo.

III.

A gdy serce będzie uratowane i ochronione, przyjdą kolejne tematy. I przyjdzie Boża łaska i mądrość, i moc. I Polska, i cała Europa mogą odżyć duchowo, jeśli odżyją intelektualnie, bo duchowość jest rozumna. Stąd potrzeba rozumnych i wolnych uniwersytetów i stąd potrzeba rozumnych i wolnych mediów – bo to jest najbardziej powszechny uniwersytet. To stąd może nabrać nowej siły osłabiona Katolicka Nauka Społeczna z etyką życia publicznego. To stąd może odżyć chrześcijańska demokracja jako siłą wdrożeniowa rozumnej refleksji. To jest droga personalizmu chrześcijańskiego. W duchowości i kulturze narodów Środkowej Europy zasianych już za Cyryla i Metodego. Zasiane zostały i przedziwnie przetrwały i trwają w Polsce. To jest też wyjątkowy nurt interpretacyjny Katolickiej Nauki Społecznej – także obecny w nauczaniu Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Problem społeczny naszego pokolenia to jednak pytanie o demokrację. Bo jeśli demokracja – to z pamięcią, że dwa nurty są tu dominujące. Pierwszy to demokracja liberalna. Traktuje się ją w naszym pokoleniu – niestety – jako wręcz jedyną prawdziwą demokrację. Demokracja liberalna to formalnie demokracja uprawnień obywatelskich, demokracja praw człowieka. Ale faktycznie jest to raczej demokracja oczekiwań i żądań – od drugiego człowieka, od rodziny, od państwa. Kierunek dominujący – ku sobie. A dlaczego? Bo tak jednostka chce, bo jednostka tak to widzi. To nie jest prawdziwa demokracja. To jest demokracja bez wartości, która – jak pamiętamy – wcześniej lub później przeradza się w jawny albo ukryty totalitaryzm. Jest to praktycznie karykatura demokracji. Drugi nurt to demokracja właściwa, to demokracja powinności i służby: wobec drugiego człowieka, wobec rodziny, wobec własnego narodu, wobec innych narodów i całej ludzkości. Kierunek dominujący – od siebie dla innych. Takie tezy są istotną treścią tzw. demokracji chrześcijańskiej, obecnej wprawdzie jeszcze w nazwach i szyldach niektórych ugrupowań, ale faktycznie całkowicie już wyciszonej w naszym pokoleniu, także w Polsce, milczącej w Europie, po cichu zliberalizowanej, z krzywdą dla samej demokracji. A dlaczego to jest dopiero pełna demokracja? Dlaczego najpierw winny iść „moje powinności”, a dopiero potem „moje uprawnienia”? Bo „ja”, przez sam fakt zaistnienia na świecie jako człowiek, już otrzymałem najwięcej: święty dar życia, wolności, rozumności, możliwości rozwoju. Jestem już obficie obdarowany. Mam już prawo z tego wszystkiego korzystać. Mam więc teraz przede wszystkim obowiązek innym rozumnie to zabezpieczyć. Stąd demokracja chrześcijańska jako demokracja powinności. Demokracja chrześcijańska to jest koncepcja prawno-polityczna nie tylko dla chrześcijan, ale dla wszystkich ludzi rozumnych i odpowiedzialnych. Patrząc po naszemu, po chrześcijańsku – dodajemy nadto miłość Boga, pomoc od Boga w Jezusie Chrystusie i w mocy Ducha Świętego, i życie na wieczność. Dla chrześcijanina te wartości wyznaczają także zadania i zobowiązania najpierw wobec własnego narodu, potem także wobec narodów najbliższych, tzw. bratnich, a wreszcie wobec każdego narodu.

Problem dzisiejszego języka politycznego to konflikt pomiędzy językiem oczekiwań a językiem powinności. Gdzie jest faktyczne niebezpieczeństwo? Demokracja oczekiwań to permanentna rewolucja. Metodą są słowa nie niosące prawdy, działania niosące cierpienia, odbierające własność i ograniczające wolność, niosące nawet przemoc wobec drugiego człowieka, dla dobra prywatnego, „bo ja tak chcę”. Dlatego tu jest tak wielu bezbożnych i zniewolonych. A jednocześnie tak wielu aktywnych, chociaż niestety często bezmyślnych i bezrozumnych. To nie jest problem lewicy czy prawicy. To jest problem rozumności w wolności albo ich braku. Demokracja powinności natomiast to demokracja wartości – jawnych, jasnych, transparentnych, uniwersalnych, nikomu nie szkodzących. Jeśli jakieś ograniczenia, to dla dobra wspólnego. Te zasady są trwałe, czyli niezmienne, a jednocześnie bardzo dynamiczne, bo pozwalają na ciągle nowe interpretacje zjawisk społecznych w zmieniających się kontekstach czasu i miejsca. To jest droga rozumnej ewolucji społecznych reguł życia. To jest tzw. konserwatyzm. To nie jest kwestia radykalnej prawicy czy lewicy, ale opowiedzenia się po stronie trwałych i niezmiennych wartości. To jednak wymaga mądrości i odwagi. To wymaga serca. To wymaga współpracy z Bogiem.

Wtedy cierpliwie uzyska się skuteczne odpowiedzi także na inne, bardziej szczegółowe kwestie, których codzienność życia wiele nam przynosi, a które mogą być omawiane i rozstrzygane w czasie sprzyjającym, skutecznym. Ot, kilka takich kwestii dla przykładu.

To pytanie o gospodarkę i finanse – na ile wolności dla każdego obywatela i rodziny trzeba zabezpieczyć, a na ile wolność dla państwa i korporacji międzynarodowych, w tym podmiotów często ukrytych dla obywatela.

To jest też pytanie o instytucje i zadania katolików w gospodarce, nie tylko dla uczciwego zabezpieczenia siebie, swojej rodziny i rodzin pracowników, ale także dla ochrony i stabilnego prowadzenia dzieł dobra wspólnego, w tym dzieł Kościoła. Kościół nie musi przecież być tylko żebrakiem, proszącym o datek, ale może też być w swoich działaniach – również gospodarczych – autonomiczny, może i chce dawać przykład dobrego gospodarowania, jak kiedyś, przed wiekami, klasztorne gospodarstwa, jak i dzisiaj niektóre firmy prowadzone przez kościelne podmioty, służące dziełom wspólnym Kościoła. Status stabilnego związku wyznaniowego powinien również w tej mierze owocować statusem podwyższonego zaufania społecznego, także ze strony ludzi życia publicznego, a nie statusem potencjalnego oskarżania i nieufności.

Wśród tych prostych kwestii jest też pytanie o potrzebę prostej formuły kas wspólnotowych – inwestycyjnych, pożyczkowych, stypendialnych, innych. Fundacje, nawet mądre i uczciwe, nie wszystko zabezpieczą, a banki są już zbyt strukturalnie zorganizowane i często są zbyt daleko od ludzi i prostych ludzkich spraw.

To jest też wołanie o zmianę funkcjonującego ciągle w ekonomii pojęcia „tania siła robocza”, bo faktycznie częściej tu chodzi o okradanie ludzi z należnej im zapłaty – o co się sam Bóg upomina – niż o zabezpieczenie godziwego wynagrodzenia w relacji do kosztów życia w tym kraju.

Głośne są problemy i programy mediów w Polsce. Ciągle potrzebujemy mediów katolickich, które w Polsce umiejętnie zostały osłabione przez, jak się czasem nawet wydaje, odpowiednio oddelegowane osoby. Potrzebujemy mediów także w kapłańskich rękach, jak za św. ojca Maksymiliana, jak w Radio Maryja i Telewizji Trwam. Bo media to nie tylko biznes i finanse. To przede wszystkim służba publiczna. A polskie warunki finansowe często zmuszają media do modelu biznesowego.

To jest także wielkie wołanie ciągle o pełną społeczną i prawną ochronę małżeństwa i rodziny oraz o skuteczną ochronę życia.

Wśród tych konkretnych kwestii jest też kwestia mądrego patrzenia na uchodźców oraz na imigrantów. Procedury uchodźcze muszą działać, imigranckie też. I w Polsce działają. Ale zawsze podstawą decyzji, poza doraźną interwencją, ma być akceptacja przez każdego przybysza warunków i praw obowiązujących w Domu tego narodu, do którego przybywają. Polski Dom był w historii i jest dzisiaj otwarty. Dachu nad głową i chleba wystarczy, ale możliwe to jest tylko w atmosferze domowej, rodzinnej. W prawdziwej jedności serc. Nie we wrogości i w podstępie. Nie w pokrzykiwaniu na siebie. Ta domowa atmosfera przystoi szczególnie w Rzeczypospolitej, w pełnym tego Wielkiego Imienia znaczeniu. Bo Rzeczpospolita to Ojczysty Dom. To Ojczyzna-Matka. To nie jest „jakaś republika”. Błądzą wszyscy, także niektórzy ludzie Kościoła, którzy nie potrafią albo nie chcą odróżniać tych rzeczywistości. Z tej mądrości Rzeczypospolitej, z tego doświadczenia wieków idzie też piękna i owocna propozycja, aby tym, których dom się sypie, z racji na przemoc, pomóc, aby na swojej ziemi mogli swój dom ochronić, odbudować i zagospodarować. Aby u nich był dom ojczysty, dom wspólny, ich rzeczpospolita. I za to wielkie Bóg zapłać wszystkim, którzy tak patrzą, tak myślą i tak czynią.

Do tych wszystkich spraw potrzeba więc ludzi wolnych i rozumnych, a do tego mających serce, a jeszcze lepiej – będących Ludźmi Serca. Potrzeba ludzi serdecznych, robiących wszystko z sercem, po Bożemu, po ludzku. Tak, jak trzeba.

IV.

Dlatego dziękujemy dzisiaj Bogu za Dzieła i za ludzi Radia Maryja. I Wam – ludzie Radia Maryja – po Bożemu, z serca, dziękujemy. I prosimy Boga przez Maryję, w tajemnicy Jej Niepokalanego Serca – niech trwa i ciągle obfite owoce przynosi ten Maryjny, Powszechny Uniwersytet duchowej i narodowej Wolności i Rozumności Polaków. Tak przecież te Media Maryjne nauczają.

Polacy, siostry i bracia! Gdziekolwiek jesteście, nie lękajcie się! Z Maryją otwórzcie wreszcie drzwi Chrystusowi! Bądźcie wreszcie rozumnie wolni, zachowajcie swobodę rozumowania i bądźcie ludźmi serca. Czystego serca!

Maryjo, Niewiasto Serca Niepokalanego. Jako Niepokalana jesteś Gwiazdą Nadziei. Jesteś Gwiazdą Ewangelizacji. Prowadzisz nas do Chrystusa – Słońca i Króla Prawdy, Miłości i Życia. To dlatego powtarzamy każdego dnia: „Maryjo, Gwiazdo Ewangelizacji, prowadź nas, prowadź Radio Maryja i bądź jego Opiekunką. Amen.

Ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij