Projekt #aborcjaZABIJA

Każdy człowiek ma prawo do życia. Decyzja o jego zabiciu z powodu stanu zdrowia, warunków poczęcia, czy niewydolności medycyny, stanowi jawną dyskryminację. Poza tym zbrodnie próbuje się zasłonić sloganami o „prawach człowieka”, „prawach kobiet”, „prawie do wolności”, „prawami reprodukcyjnymi” i innymi. W rzeczywistości są to sposoby na zabezpieczenie interesów lobby aborcyjnego, które z procederu zabijania dzieci czerpie finansowe korzyści. Dla podtrzymania tego „interesu” wykorzystuje się społeczeństwo, manipulując jego emocjami i przekonując o potrzebie zabijania nienarodzonych. Demaskujemy te działania – pokazujemy prawdę o aborcji.

 

Informacje podane przez Ministerstwo Zdrowia dotyczące wykonywania ustawy o planowaniu rodziny i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży ujawniają, że w 2015 r. dokonano 1040 tzw. „legalnych” aborcji, z czego 996 na podstawie przesłanek eugenicznych.  Liczba dokonywanych aborcji rośnie, w 2015 roku dokonano o 69 aborcji więcej, niż w roku poprzednim.

Jak wynika z rządowych sprawozdań, ponad 90% aborcji w polskich szpitalach jest dokonywanych po 11. tyg. życia. Do właśnie wówczas badania prenatalne są w stanie wykazać, czy dziecko cierpi na jakąś chorobę, bądź upośledzenie. Niestety, badania prenatalne, choć powinny służyć pomocy matce i dzieci, najczęściej są wykorzystywane do określania „wskazań do aborcji”.

Dzieci są zabijane w tzw. „legalnych” aborcjach w szpitalach, czyli w miejscach, w których powinno się ratować człowieka od śmierci i choroby. Nawet wówczas, gdy niewinne dziecko przeżywa nieudaną aborcję, nie udziela się mu pomocy. Przykładem tego są sytuacje z Wrocławia i z Opola z 2014 r. We Wrocławiu próbę zabicia przez aborcję przeżyła dziewczynka z zespołem Downa. Lekarze podjęli akcję reanimacyjną, tłumacząc się zaskoczeniem, że dziecko jest duże i może przeżyć. W Opolu nieudaną aborcję przeżyło również dziecko z zespołem Downa. Początkowo zaczęto je reanimować, jednak na żądanie lekarzy-aborterów odstąpiono od działań ratujących życie. W obecności personelu medycznego żywe dziecko pozostawiono na pewną śmierć. Bezradny noworodek zmarł.
 
Jak wynika z danych przesłanych przez toruński szpital im. Ludwika Rydygiera, w tej placówce w latach 2000-2015 życie straciło aż 67 nienarodzonych dzieci! Głównym powodem ich uśmiercania było podejrzenie o chorobę bądź niepełnosprawność. Niestety, takich szpitali jest w Polsce więcej. Kolejnym z nich jest szpital Bielański w Warszawie, w którym do zabiegów zabijania nienarodzonych dzieci wprost przyznaje się aborter prof. Romuald Dębski.
Chcąc zabić nienarodzone dziecko na najwcześniejszym etapie jego życia, tj. do około 7-9 tygodnia ciąży, najczęściej stosuje się metodę farmakologiczną. Najpierw podaje się kobiecie mifepriston, znany również jako RU-486, który powoduje odklejenie się rozwijającego się dziecka od macicy. W praktyce oznacza to doprowadzenie do jego śmierci głodowej w łonie matki.
 
Aby zagłodzone martwe dziecko wydostać z łona kobiety, podaje się jej środek wywołujący skurcze porodowe (mizopristol lub gemeprost). Krwawienia i skurcze mogą trwać od kilku godzin do kilku dni. Znaczna część dzieci abortowana w ten sposób zostaje spłukana w toalecie.

Jeżeli jednak ciało dziecka nie zostanie wydalone z organizmu matki, lekarze wysysają je i łyżeczkują macicę. Oznacza to rozerwanie tego dziecka na części i wyssanie go do maszyny. Łyżeczkowanie ma na celu oczyszczenie jej macicy z ewentualnie pozostawionych oderwanych części ciała dziecka lub łożyska. Ta metoda aborcji jest stosowana do żyjącego dziecka, jeśli kobieta jest w 9-18 tygodniu ciąży. Wówczas rozrywane na części w łonie matki jest żywe dziecko.

W Polsce aborcja jest dopuszczalna do około 24. tygodnia życia dziecka. 
Pomiędzy 13. a 24. tygodniem życia dziecka stosuje się metodę jego zabijania poprzez dojście do dziecka przez rozszerzoną szyjkę macicy, rozerwanie go i wyłyżeczkowanie, a także przez wywołanie przedwczesnego porodu.

Pierwsza z metod jest o tyle trudniejsza dla aborterów, że dziecko jest już duże i trudniej je „wydostać”. Także kości dziecka są już zbyt twarde – zwłaszcza głowy – żeby mogła je rozerwać maszyna ssąca. W tym celu lekarz za pomocą odpowiedniego instrumentu chwytającego (zacisk Sophera) odrywa poszczególne części ciała dziecka – rączki, nóżki, jelita, kręgosłup, serce, płuca. Głowa, która jest zbyt duża do wyjęcia, zostaje najpierw zmiażdżona.
 
Metoda przedwczesnego wywołania porodu polega na podaniu kobiecie środka wywołującego skurcze porodowe. Dziecko czasem jest zabijane w jej łonie. Jeśli nie, umiera na skutek niewydolności nie do końca ukształtowanego organizmu. Zdarzają się i tzw. „nieudane” aborcje, w których dzieci przeżywają. Wówczas zostają wobec nich podjęte lub zaniechane działania ratujące – w zależności od woli abortera.

W Polsce aborcja jest dopuszczalna do około 24. tygodnia dziecka. 
 
Środowiska feministyczne domagają się „prawa” do aborcji, czy też prawa do „wyboru”. Postulują swobodny dostęp do zabijania nienarodzonych dzieci już nie tylko powołując się na zagrożenie własnego zdrowia czy życia, ale chcą tego dla wygody. Przykładem tego była nagłośniona aborcja dokonana przez wokalistkę Natalię Przybysz.

Mówienie o aborcji jako o „prawie kobiet” odsłania również hipokryzję. W jej wyniku są zabijane przecież także nienarodzone dziewczynki. Dokonuje się tutaj dyskryminacja ze względu na etap życia, a nie walka o czyjekolwiek prawa, bo prawo do życia ma przysługiwać tylko narodzonym. Również odwoływanie się przez kobiety do „prawa do własnego ciała” jest oparte na kłamstwie, bo ciało nienarodzonego dziecka nie jest ciałem kobiety i ona nie może nim dysponować.