Dwie twarze ministra Sasina

W piątek Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, zapytany o losy projektu #ZatrzymajAborcję próbował wyjaśniać dlaczego Prawo i Sprawiedliwość zwleka z uchwaleniem prawa ratującego życie niepełnosprawnych dzieci. Jego wypowiedź szokuje chyba jeszcze bardziej niż niedawne zachowanie członków sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Na samym początku, Jacek Sasin postanowił wytłumaczyć swoim wyborcom zawiłości dwójmyślenia, coraz bardziej powszechnego zresztą wśród posłów partii rządzącej. Stwierdził, że prywatnie uważa aborcję eugeniczną za zło, ale jako polityk nie może dążyć do jej zniesienia ze względu na bliżej nieokreślony „brak poparcia społecznego”. Czyżby Jacek Sasin przegapił w ubiegłym roku newsy o złożeniu rekordowej w historii liczby ponad 830 tysięcy podpisów pod projektem obywateli, ponad ośmiokrotnie więcej niż polskie prawo uznaje za limit wymaganego poparcia społecznego dla zmiany prawa? Może dla ministra Sasina głosy zwolenników aborcji są więcej warte, bo jak widać zebrane przez nich 200 tysięcy podpisów i jednorazowy protest na 20 tysięcy osób uznał za miażdżący sprzeciw wobec zmiany prawa aborcyjnego?

Zresztą nawet gdyby cały świat był za aborcją, to każdy człowiek, w tym polityk, uznający ją za zło ma moralny obowiązek dążyć do jej zniesienia. Jeżeli ktoś szczerze uznaje, że nie wolno zabijać niepełnosprawnych dzieci w łonach matek, będzie wykorzystywał wszystkie środki jakimi dysponuje, żeby ten proceder powstrzymać. Polityk dysponujący faktycznymi narzędziami do zmiany prawa, będzie robił wszystko co w jego mocy, nie oglądając się na stanowisko władz jego partii czy protesty lewicy i liberałów. W końcu nie mówimy tu o ustroju sądownictwa, Trybunale Konstytucyjnym, ale o życiu dzieci. Dzieci, które każdego dnia w polskich szpitalach są zabijane, bo politycy od czterech miesięcy ignorują apel 830 tysięcy obywateli.

Minister Sasin skarżył się także na „ataki” ze strony obrońców życia i organizatorów inicjatywy #ZatrzymajAborcję, zrównując ich w ten sposób ze środowiskami lewicowymi. Jeżeli politycy odbierają upominanie się o życie dla dzieci jako atak, to może zamiast opowiadać, że uważają aborcję za zło, powinni szczerze powiedzieć swoim wyborcom – chcemy, żeby w polskich szpitalach dalej zabijano chorych i niepełnosprawnych. Ale przecież niedługo wybory samorządowe, a później parlamentarne, więc lepiej utrzymywać Polaków w fałszywym przekonaniu, że partia bardzo chce znieść aborcję eugeniczną, ale nie może bo feministki, bo Unia Europejska, bo opozycja, bo… obrońcy życia, i tak dalej…

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij