Wisła – pikieta w obronie życia

Weekend 17-18 listopada rozpoczął nowy sezonu skoków narciarskich. Inauguracja odbyła się w Wiśle. Na sportowe zawody przybyło sporo gości, zarówno z Polski, jak i zza granicy. To stało się dobrą okazją do tego, by przypomnieć i uświadomić ludziom, że każde życie człowieka ma nieprzecenioną wartość, niezależnie od ilości komórek czy chromosomów, od etapów rozwoju, zdrowia czy choroby, albo sprawności fizycznej.

Podziwiamy skoczków narciarskich, ich wyniki sportowe, ich świetną kondycję. Nieraz jednak umyka to, że wartość człowieka nie zależy od kondycji czy sukcesów. Poza tym nie wiadomo, czy na polskiej arenie sportowej nie byłoby więcej chłopaków czy dziewcząt zdobywających stopnie i medale, gdyby nie byli brutalnie zabici wskutek aborcji.

Wykorzystaliśmy ten weekendowy czas na pikietowanie mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych – było bardzo zimno i dość wietrznie. Mieszkańcy, jak i goście miasteczka, wsłuchując się w treść antyaborcyjnych komunikatów, mieli możliwość, by zastanowić się i pomyśleć po której stronie stoją: po stronie życia, czy śmierci. W tak fundamentalnej sprawie nie ma kompromisów.

Dodatkowo nasze banery pokazywały nieodpowiedzialne działania posłów: Grzegorza Matusiaka i Bożeny Borys-Szopy blokujących uchwalenie projektu ustawy #ZatrzymajAborcję.

Obserwując liczne grupy spacerowiczów czy kibiców, odnosiło się wrażenie, że walka o życie nienarodzonych dzieci zagrożonych aborcyjną zagładą jest im obojętna, jakby ich to nie dotyczyło… Padało w naszą stronę kilka haseł oburzonych przechodniów. Chociaż byli i tacy, którzy trochę nieśmiało udzielali głosów poparcia, nawet niewerbalnie, pokazując ręką „Lubię to!”.

Mimo ogólnej, wydawałoby się, obojętności, warto było stać i pokazywać skutki przemocy fizycznej na małym, bezbronnym człowieku, by potrząsnąć ludzkim rozumem i świadomością chowanymi często pod warstwami „świętego spokoju”. Wszak jesteśmy głosem tych, którzy jeszcze mówić nie potrafią.

Sviatlana Kryshniova

Udostępnij Tweet Udostępnij Wyślij